Pracy dla programistów coraz mniej? Może zamiast nich potrzebujemy syntetyków

Maciej Olanicki , 24.01.2019 r.

Programista to w świetle wielu publikacji prasowych zawód Schrödingera – jednocześnie jest niezwykle intratny oraz zagrożony wymarciem w związku z bezrobociem technologicznym. Czy jednak te stany na pewno muszą się wykluczać?

Programista jak kasjerka w Biedronce

Istnieją zawody, które są we wspólnej społecznej jaźni automatycznie wiązane z określonymi zarobkami, a zatem standardem życia. W Polsce mamy do czynienia niemal z archetypem „kasjerki z Biedronki”. Okazuje się, że gdy zagraniczny inwestor jest w stanie względnie uczciwie płacić za ciężką pracę, to osoba ją wykonująca staje się dla swoich rodaków obiektem poniżających porównań. Bo przecież jak to możliwe, aby kasjerka w Biedronce zarabiała więcej niż nauczyciel, urzędnik czy policjant?

Dekady gospodarki planowej mocno ugruntowały u nas przekonanie, że praca z wysokością wynagrodzenia regulowaną ustawowo to dobry pomysł na życie. Całe życie. Tymczasem zarobki kasjerki w Biedronce wprowadzają dysonans poznawczy, choć są wciąż żenująco niskie w porównaniu z zachodnimi stawkami – mediana na tym stanowisku w Niemczech wynosi około 2200 euro, czyli równowartość około 9,5 tys. złotych. Dlaczego piszemy o sytuacji pracowników zatrudnionych w handlu detalicznym na blogu poświęconym szeroko pojętemu IT? Dlatego, że podobnie jest z programistami, którzy uchodzą w Polsce za ekonomiczną elitę, ustępującą pod względem zarobków wyłącznie prezesom państwowych spółek.

statofjs Źródło: State of JS 2018

Jest w tym jakaś racja, ale warto pamiętać, że to nie programiści i nie kasjerki zarabiają względnie dużo, jak na swoją pracę – to zdecydowana większość Polaków zarabia śmiesznie mało. Zachwyty nad dobiegającą 5 tys. zł podawaną brutto (sic!) średnią (sic! sic!) płac zostawmy analizom płytkim i bezkrytycznym. Jeśli chcemy jakiegokolwiek oglądu sytuacji z jednoczesnym zachowaniem nieszczęsnej średniej, to warto zwrócić uwagę na kwotę netto, która – uogólniając – wynosi około 3,7 tys. złotych. Usuńmy jeszcze ze zbioru danych zarobki kilku procent najbogatszych Polaków.

Ile wówczas zostanie z 4973 zł średniego wynagrodzenia w Polsce? Ile zostanie z zachwytów nad tą kwotą? O ile więcej zarabia przywoływana już kasjerka z niemieckiego marketu?

„Eldorado informatyków”

W ostatnim czasie na łamach „Krytyki Politycznej” artykuł na temat sytuacji programistów opublikował dr Jakub Chabik, w tytule wieszcząc koniec „Eldorado informatyków”. Na podstawie materiałów publikowanych wcześniej między innymi na łamach Wired, Chabik wysuwa hipotezę, ze zawód programisty na naszych oczach zostaje zawłaszczany (szczególnie na poziomie juniorskim) przez standardy niebieskich kołnierzyków. A to, trzeba przyznać sporo racji, najczęściej oznacza prekaryzację całej profesji. Ważnym czynnikiem w całym procesie, o którym wspominaliśmy także na łamach naszego bloga, mają być samoprogramujące się maszyny liczące.

Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że dr Chabik w swojej analizie, skądinąd bardzo wartościowej, przyjął optykę globalną. To dość kuszące w dzisiejszych czasach, ale warto pamiętać, że rozwój (tak pod względem technicznym, jak i stopy życiowej) wcale nie odbywa się równomiernie na całym świecie. Gdy szosy Kalifornii przemierzają autonomiczne samochody, w Polsce elektryczna Tesla stanowi nie lada atrakcję. Gdy w Polsce coraz częściej oferuje się niedrogie światłowodowe połączenie z Internetem, połowa populacji nadal nie ma do niego dostępu.

To samo tyczy się rynku pracy, czego dowodzą dane z omówionego już przez nas javascriptowego podsumowania roku 2018. Amerykański programista JavaScript zarabia średnio w ciągu roku ponad 116 tys. dolarów rocznie, w Polsce jest to niecałe 37 tys. dolarów. O jakim Eldorado mowa zatem? Amerykańskim? Polskim? A może znów warto pokusić się o porównanie z naszymi zachodnimi sąsiadami, gdzie javascriptowiec zarabia w ciągu roku średnio prawie 62 tys. dolarów?

Czy jeśli założymy, że w Polsce programista zarabia na europejskim poziomie (co jest bzdurą, jak pokazuje porównanie z Niemcami), to lepiej mówić o Eldorado informatyków czy o Mogadiszu całej reszty?

Pracy coraz więcej i coraz mniej

Ciekawie na tle takich rozważań wypada raport opublikowany przez serwis Freelancer.com, według którego liczba ofert pracy dla programistów... maleje. I to gigantycznie. Serwis, jak wskazuje sama nazwa, trudni się kojarzeń zleceniodawców i wykonawców. Jego dane są na tyle atrakcyjne, że obejmują także inne „wolne zawody”, które mogą sobie pozwolić na pracę freelancerską. Według raportu, liczba ofert pracy ze słowami „software developer”, „app developer” czy „app designer” spadła z roku na rok o 70%. Wyjątkiem jest „web developer”, który wzrósł o ponad 92%.

Może to oznaczać bardzo wiele, a może nie oznaczać nic. W ostatnim czasie, w kontekście rozważań o popularności Kubernetes wspominaliśmy, że być może lepiej zamiast ogólnych stanowisk wykorzystywać w formułowaniu ofert pracy konkretne umiejętności. Niewykluczone, że wnioski z raportu Freelancera są zniekształcone, gdyż zamiast „software developer” pracodawcy posiłkują się w nazwach stanowisk konkretnymi frameworkami czy językami programowania. Podobnie jak rozdrobniło się „informatyk” czy „webmaster” rozdrabnia i konkretyzuje się dziś „programista” i „developer”.

Nadszedł czas syntetyków?

Być może największym zaskoczeniem w statystykach Freelancera jest ogromny wzrost wszelkiej maści freelancerów piszących – redaktorów, blogerów, copywriterów, autorów tekstów marketingowych. Na tym polu odnotowano wzrost liczby ofert z roku na rok o ponad 537%! A to budzi skojarzenia z fenomenalną powieścią „Ślepowidzenie” Petera Wattsa. Główny bohater jest tam syntetykiem – osobą, która wyjaśnia intencje i działania innych osób. Żyje on w świecie, w którym nauka i technika znalazły się na tak zaawansowanym stadium, że są kompletnie niezrozumiałe dla przeciętnego obywatela. Ten sam proces może dziś odpowiadać za popularność teorii o płaskiej Ziemi czy ruchów antyszczepionkowych. Zadaniem syntetyka jest objaśnianie osiągnięć ludzkości jej przedstawicielom.


Paradoksem w pracy syntetyka jest to, że zupełnie nie rozumie generowanych przez siebie treści. Działa tutaj mechanizm chińskiego pokoju. Syntetyk odbiera treści, przetwarza je, koduje własne i wysyła, ale są one dla niego całkowicie niezrozumiałe. W tym tkwi jego wartość – brakuje mu osądu i wiedzy, by zniekształcać komunikaty. Również na facebookowych grupach dla programistów można się przekonać, że coraz większe jest zapotrzebowanie na ludzi z „miękkimi umiejętnościami”, którzy będą stanowić łącznik pomiędzy nietechnicznym klientem a zespołem programistów.

Czy ta rola nie przypomina syntetyka? Być może zapotrzebowanie na budowanie takich mostów pomiędzy nauką a życiem społecznym, zleceniodawcami a ekspertami technicznym istnieje już dziś na polu programowania? Jeśli tak, to dynamika sytuacji – determinowana jeszcze przez samopiszący się kod i prekaryzację całego zawodu – nie sprzyja kreśleniu długofalowych prognoz.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: