Rynek przeglądarek internetowych z jednej strony odgrywa coraz większą rolę, a z drugiej staje się coraz bardziej monolityczny. Dziś programy tego typu nie służą wyłącznie do przeglądania sieci, to również ważne środowisko uruchomieniowe. Tym bardziej niepokoi fakt cementowania pozycji Chrome’a oraz ogólny kierunek rozwoju: coraz częściej, zamiast wyświetlać treści, nowości w przeglądarkach sprowadzają się do ich ukrywania zawartości.
Microsoft ostrzy sobie zęby na modyfikowanie stron internetowych
Ważna rolę w tym procesie odegrał poruszany na naszym blogu wielokrotnie wątek blokady wyświetlania inwazyjnych reklam przez Chrome’a. O tym, czy treść jest inwazyjna, czy nie, decydują arbitralnie najwięksi dostawcy usług internetowych, zrzeszeni pod egidą Coalition for Better Ads. Sytuacja, w której programy stanowiące w pewnym sensie okno same decydują, co w tym oknie pokazywać, z całą pewnością nie jest do końca zdrowa. Zwłaszcza że podobnych praktyk jest coraz więcej – nad własnym mechanizmem decydowania o tym, co ma wyświetlać przeglądarka, pracuje Microsoft.
Jest to jednak mechanizm, z którym nie sposób porównać wykorzystywanych dziś adblockerów. O ile one opierają się przede wszystkim na gotowych listach uzupełnianych przez samą społeczność, to Microsoft chce opatentować system, w którym to sam użytkownik będzie predefiniował zawartość do ukrycia. Co ważne, nie chodzi tu wyłącznie o reklamy – Microsoft chce umożliwić użytkownikom blokowanie wszystkich treści, które ci uznają za nieistotne. Całość miałaby działać jako rozszerzenie do przeglądarki i na bieżąco kształtować finalny wyglą całej witryny.
Hybryda adblockera i trybu czytelnika?
Na zaprezentowanym wyżej schemacie pochodzącym z wniosku patentowego widać, że chodzi o znacznie dalszą ingerencję w strukturę witryny, niż w przypadku zwykłych adblockerów. Rozszerzenie Microsoftu może usuwać całe węzły ze struktury DOM, budować nową mapę strony czy przebudowywać elementy nawigacyjne. Jedynym kluczem w tym wszystkim ma być wyłącznie treść określona przez samego użytkownika.
Mowa zatem o pomyśle pośrednim pomiędzy adblockerami a tryb czytelnika, który wczytuje własne arkusze stylów zwiększające czytelność. W porównaniu z patentem Microsoftu adblockery są jednak zbyt selektywne, a tryb czytelnika idzie za daleko, gdyż pozostawia ze stron tylko podstawową treść. W aktualnym kształcie propozycja Microsoftu rysuje się dość enigmatycznie, a zapewnienia, że to użytkownik będzie decydował o tak inwazyjnym modyfikowaniu witryny, należy traktować z dystansem.