Czy prywatność to towar luksusowy? Apple odpowiada na zarzuty szefa Google

Maciej Olanicki , 28.05.2019 r.

Nietrudno było przeoczyć, że inauguracja tegorocznej odsłony konferencji Google I/O odbyła się na dwóch płaszczyznach. Na jednej z nich były oczywiście wydarzenia w Mountain View, na drugiej jednak przekaz medialny. Mowa tu o budzącym pewne kontrowersje felietonie Sundara Pichaia opublikowanym na łamach The New York Timesa i poruszającym szczególnie wrażliwą pod koniec drugiej dekady XXI wieku kwestię – prywatność.

Sundar Pichai: prywatność nie może być dobrem luksusowym

Jedną z nośnych tez publikacji dyrektora wykonawczego Google było stwierdzenie, że „prywatność nie może być dobrem luksusowym”. Był to oczywisty przytyk w stronę Apple, które od lat szczyci się dość unikatowym, jak na dzisiejsze standardy modelem. Dostarcza kosztowne produkty i usługi, ale – przynajmniej w teorii – nie musi już amortyzować budżetu przez handlowanie danymi swoich klientów. To jednak nie przekonuje Pichaia:

Dla nas prywatność nie może być dobrem oferowanym tylko tym ludziom, których stać na zakup produktów i usług premium. Prywatność musi być dostępna w równym stopniu dla każdej osoby dla świecie.

Trzeba przyznać, że już podczas inauguracji Google I/O twierdzenie to wypadło nieco mgliście – ma bowiem formę apelu, żądania, lecz nie do końca wiadomo do kogo kierowanego. Wśród rodzimych polityków modne jest rozpoczynanie zdań z użyciem konstrukcji „nie może być tak, że...”. Jest to bardzo wygodne. Nie stanowi przecież ani obietnicy, nie zarysowuje rozwiązania, jest zaledwie konstatacją problemu. Nieco w tym tonie wypowiedział się także szef Google.

Problem w tym, że mowa o człowieku będącym za sterem jednej z największej korporacji IT o zdecydowanie najbogatszym portfolio konsumenckich usług internetowych. Można byłoby zatem oczekiwać, że Sundar Pichai ma w kwestii prywatności do zaoferowania więcej, niż tylko konstatację problemu. Zrozumiałe, że wspomniany felieton został opublikowany na łamach jednego z największych dzienników w USA w celach stricte wizerunkowych, ale wypadałoby także zachować choćby pozory zaangażowania w problem.

Zobacz też: Mozilla wbija szpilę Apple, kwestionuje wizerunek, o który zabiega Tim Cook

Apple odpowiada szefowi Google

Na odpowiedź któregokolwiek z przedstawicieli Apple musieliśmy nieco zaczekać. Głos zabrał Craig Federighi, od lat piastujący w Apple stanowisko szefa departamentu oprogramowania. Oczywiście zwrócił on uwagę, że Apple nie dociera wyłącznie do najbardziej majętnych użytkowników, zaś w portfolio producenta mają znajdować się także urządzenia przystępne cenowo. To oczywiście kwestia dyskusyjna i – co ważne – zależna od warunków lokalnego rynku. Ale Federighi poruszył także kwestię znacznie ważniejszą:

Z jednej strony to satysfakcjonujące, że inne firmy w ciągu ostatnich miesięcy sprawiają wrażenie, że robią wiele dobrego w zakresie troski o prywatność. Ale myślę, że to problem zbyt złożony, by rozwiązało go parę miesięcy i kilka komunikatów prasowych. Wydaje mi się, że trzeba fundamentalnie zrewidować korporacyjną kulturę, wartości i model biznesowy. A to nie dzieje się w jedną noc.

To oczywiście także subtelne odbicie piłki do Sundara Pichaia. Wszak to Google po dużej reorganizacji, w której rezultacie powstało Alphabet, Inc., całkowicie przebudowano korporacyjny kodeks postępowania. Dość powiedzieć, że wykreślona została z niego wieloletnia dewiza Google, z którą korporacja silnie – przynajmniej w komunikacji z mediami i klientami – się identyfikowała: don’t be evil, czyli „nie bądź zły” trafiło na śmietnik historii.

Zobacz też: Monopolista gorszy od Microsoftu? Firefox przez całe lata ofiarą sabotażu Google

Warto wspomnieć, że sam Steve Jobs miał skrajnie krytyczny stosunek do wykorzystywania tego motto przez Google i określał je w kontekście monopolistycznych zapędów tej korporacji jako „bullshit”. Teraz jednak Alphabet, Inc posługuje się dewizą do the right thing, czyli „postępuj właściwie”, która pozostawia znacznie więcej swobody w interpretacji. Właściwie, czyli jak? Co znaczy „właściwie” w kontekście licznych kar nakładanych na Google w Europie czy oskarżeń ze strony niektórych pracowników Microsoftu czy Mozilli o sabotowanie prac nad konkurencją Chrome’a.

Zobacz też: Google (znów) sabotuje prace nad nową przeglądarką internetową

W swoim artykule Sundar Pichai odnosi się do egalitaryzmu, deklaruje, że chce dostarczać takiej samej jakości usługi każdemu. Trzeba przyznać, że zaledwie kilka tygodni później, po blokadzie Huawei, słowa te nabierają ironicznego wydźwięku. Trudno w takim świetle nie zgodzić się z sugestią Federighiego. Jeśli deklarowana przez Google troska o prywatność użytkowników ma być czymkolwiek więcej niż zagraniem wizerunkowym, to potrzeba znacznie więcej niż kilka felietonów i oświadczeń.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: