Google (znów) sabotuje prace nad nową przeglądarką internetową

Maciej Olanicki , 05.04.2019 r.

Praktyki Google na rynku przeglądarek wręcz proszą się o to, aby przyjrzała im się Margrethe Vestarger, europejska Komisarz ds. Konkurencji, która dotąd trzykrotnie doprowadziła do nałożenia na korporację wielomiliardowych kar. Dotąd dotyczyły one głównie praktyk monopolistycznych na rynku reklamy internetowej oraz działań powiązanych z Androidem.

Na najwięcej Google pozwala sobie chyba jednak na rynku przeglądarek pulpitowych, o czym w ciągu ostatnich kilku miesięcy mieliśmy okazję przekonać się co najmniej kilka razy. Monopol wynikający z roli Google w rozwoju Chromium umocni się lada moment jeszcze bardziej za sprawą nadchodzącej premiery opartego na silnikach V8 i Blink Edge’a, domyślnej przeglądarki najpopularniejszego desktopowego systemu operacyjnego na świecie.

Zobacz też: Nowy chromopodobny Edge – wielki triumf Open Source czy narodziny monstrum?

Decyzję arbitralnie podejmowane przez Google lada moment będą miały bezpośredni wpływ na ponad 75% rynku pulpitowych przeglądarek, poza władzą korporacji pozostaje truposz Internet Explorer (pomijam jego wykorzystanie w korporacyjnych aplikacjach przeglądarkowych wykorzystujących ActiveX) oraz Firefox. Co ciekawe, wiele wskazuje na to, że Google nie życzy sobie, by liczba przeglądarek opartych na Chromium rosła.

metastream

Świadczyć może o tym przypadek Samuela Maddocka, programisty, który na bazie Electrona (a zatem Chromium) i Node.js postanowił zbudować nową przeglądarkę, Metastream. Jej wyróżnikiem miała być funkcja wspólnego synchronicznego oglądania strumieniowanych multimediów – pomiędzy użytkownikami nie są jednak wysyłane pliki wideo, lecz tylko informacje o czasie odtwarzania. W rezultacie można oglądać film wspólnie bez względu na odległość dzielącą użytkowników Metastream.

Zobacz też: Wojno przeglądarek, trwaj! Mozilla znów musi uratować świat przed korporacyjną hegemonią

Maddock twierdzi, że nad programem pracował dwa lata. Niestety, wygląda na to, że będą to zmarnowane dwa lata. Nie sposób bowiem wyobrazić sobie, aby przeglądarka opierająca się na koncepcji wspólnego oglądania strumieniowanego wideo nie posiadała silnika DRM. A wszystko wskazuje na to, że nie będzie miała: gdy Maddock skontaktował się z Google w sprawie udostępnienia licencji na wykorzystywany w Chromium silnik DRM Widevine, ale otrzymał odmowę.

Co ważne, otrzymał ją po czterech miesiącach prób skontaktowania się z przedstawicielami korporacji. Ponadto trudno uznać ją za rozbudowaną – treść odpowiedzi zamykała się w jednym zdaniu „Nie wspieramy tego typu opensource’owych rozwiązań”. Dalsze próby kontaktu na razie nie przyniosły rezultatu. Na Hacker News rozgorzała dyskusja, przytoczono choćby przypadek rozpoznawalnej przeglądarki Brave Browser, której twórcy również miesiącami czekali na Widevine.

korespondencja

Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy Google zwyczajnie utrudnia prace nad nowymi przeglądarkami. Wystarczy tu przypomnieć perypetie Vivaldiego. Najpierw Google odmawiało uwzględnienia tego programu jako oddzielnej przeglądarki w Google Analytics, następnie zawieszono konto jej twórców w Google AdWords, powołując się na zapisy regulaminu, których… nie przestrzega samo Google. Nowy gracz był komuś w Palo Alto ewidentnie nie w smak.

Zobacz też: Pat w sprawie manifestu rozszerzeń Chromium – Google wytrwale dąży do monopolu

Sporo wątpliwości wzbudzają również plotki dotyczące porzucenia EdgeHTML przez Microsoft. Według jednego z byłych stażystów Microsoftu, Google sabotowało pracę nad Edge. Jak? Według niepotwierdzonych informacji dostarczanych przez eksstażystę, Google np. dodawało na stronie YouTube specjalny div-kontener, który uniemożliwiał w Edge’u sprzętowe przyśpieszenie dekodowania wideo. Te przepychanki miały wpłynąć na decyzję o przeniesieniu Edge’a na Blink/V8.

Warto tu wspomnieć o poruszanym na łamach naszego bloga manifeście dodatków dla Chromium – w ramach ograniczeń w wykorzystaniu WebRequest API wkrótce mogą przestać działać takie rozszerzenia jak uBlock, NoScript czy inne dodatki modyfikujące zawartość witryn, także wycinanie usuwanie skryptów śledzących. Pod względem apetytu na monopol nie sposób dorównać korporacji kierowanej przez Sundara Pichaia.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: