Do czego Microsoftowi jest dziś potrzebny na rynku konsumenckim Windows?

Maciej Olanicki , 03.10.2019 r.

Ten na wpół żartobliwy, a na wpół prowokacyjny tytuł ma na celu zwrócić uwagę na nieco pominięty aspekt ostatnich efektownych premier sprzętowych Microsoftu. Składane urządzenie (Microsoft jak ognia unika w materiałach słowa „telefon” czy „smartfon”) ze sklepem Google Play (z równą rezerwą korporacja podchodzi do wspominania o systemie operacyjnym) o nazwie Surface Duo to bodaj pierwszy sprzęt Microsoftu kierowany na rynek konsumencki, na którym zainstalowano Androida.

Android zaś to, bądź co bądź, wciąż dystrybucja Linuksa. To nadaje wielokrotnie powtarzanemu ostatnio sloganowi „Microsoft <3 Linux” zupełnie nowego wymiaru. Odnosić będzie się już nie tylko do usług chmurowych i narzędzi deweloperskich, ale być może także do… rynku konsumenckiego. Mieliśmy już własną dystrybucję Microsoftu kierowaną na przełączniki sieciowe (Azure Cloud Switch), mieliśmy już nawet autorską wersję jądra, którą wykorzystuje Windows Subsystem for Linux 2. Być może w Redmond dojrzeli już do decyzji, że sukcesy te można skalować tak długo, aż ich rezultaty trafią pod strzechy.

Linux szturmem wziął usługi biznesowe Microsoftu. W 2015 roku ujawniono, że 25% instancji w Azure to systemy linuksowe. Pod koniec zeszłego roku była to już ponad połowa. Zapewne bogate portfolio produktów sprzedawanych pod marką Azure nigdy nie powstałoby, gdyby nie dorobek społeczności Open Source. To zresztą niektórym przedstawicielom nie do końca odpowiada i zmianami licencyjnymi próbują przeciwstawiać się skutecznemu spieniężaniu ich dorobku przez Microsoft czy Amazon. Jak dotąd na próżno.

Po porażce mobilnego Windowsa Microsoft przyjął w stosunku do rynku mobilnego (niezależnie od strategii marketingowej Surface’owi Duo jest po prostu smartfonem) inną strategię, zbliżoną do BlackBerry. Zaczął dostarczać wysokiej jakości oprogramowanie, często unikatowe pod względem jakości i rozbudowanej funkcjonalności, na systemy operacyjne wcześniejszych konkurentów. BlackBerry postawiło na znany sobie grunt aplikacji biznesowych oferujących wysoki standard bezpieczeństwa i prywatności i zgodność z normami.

surface-2

Microsoft także miał w swojej ofercie produkt bezkonkurencyjny – pakiet biurowy Office. I fenomenalnie przekuł jego potencjał na aplikacje mobilne. O jego sukcesie na Androidzie i iOS-ie niech poświadczą liczby. Worda pobrano ponad miliard razy, a takie składniki Office’a (choć lepsze byłoby określenie klienty, czy też czytniki własnościowych formatów Microsoftu), jak OneNote, Excel czy nawet Outlook wiodą prym w swoich kategoriach. Do tego dodajmy udany Microsoft Launcher czy coraz lepszą integrację z pulpitowym Windowsem 10, i mamy gotowy obraz sukcesu Microsoftu na gruncie Androida.

Teraz sukces ten przeniesiono w dodatku na autorski sprzęt z rodziny Surface. Za wcześnie, by orzekać, czy jest to produkt udany, ale być może czas już zadać nieco prowokacyjne pytanie: do czego w takich okolicznościach jest Microsoftowi potrzebny na rynku konsumenckim Windows?

Nie sposób formułować odpowiedzi poza kontekstem innej, bardzo ważnej premiery Microsoftu, jaka miała miejsce w ciągu ostatnich dni. Mowa rzecz jasna o globalnej dostępności usługi Windows Virtual Desktop w stabilnej wersji. Docelowo przedsiębiorstwa i większe organizacje nie będą musiały już polegać na własnych możliwościach sprzętowych i oprogramowaniu instalowanym „na metalu”. Korporacyjne komputery będą sprawować funkcję swojego rodzaju cienkiego klienta – okna na (nomen omen) Windowsa działającego gdzieś daleko, na serwerach należących do Microsoftu.

Tak samo być może kiedyś będziemy obsługiwać pulpity w naszych domach. Wkrótce, za sprawą Google Stadia, pewnie będziemy tak grać w gry. Ale jeszcze dalej (znacznie dalej) idzie Steven J. Vaughan-Nichols w opublikowanym dwa tygodnie przed premierą Surface Duo na łamach głównego wydania Computerworld artykule „Call me crazy, but Windows 11 could run on Linux”. Rysuje on tam wizję, według której klienci biznesowi skorzystają właśnie z Windows Virtual Desktop, a na rynku konsumenckim Windows – przy zachowaniu dotychczasowego interfejsu – przekształcany zostanie po prostu w... dystrybucję Linuksa.

wsl2

Vaughan-Nichols jest bowiem zdania, że doświadczenia Microsoftu na gruncie Windows Subsystem for Linux oraz prace nad rozwojem własnego jądra być może pozwolą w przyszłości podmienić jądro NT na Linuksa. Tak po prostu, z dnia na dzień, możliwie jak najbardziej niezauważalnie dla samych użytkowników. Oczywiście to bardzo odważna (i nie do końca poważna) wizja, ale – podobnie jak niniejszy wpis – ma sygnalizować bardzo ciekawy moment w historii Microsoftu. Moment, kiedy Windows nie tylko nie jest ważny. Moment, kiedy maluje się już perspektywa zastąpienia go czymś innym. Lepszym.

O ile „podmiana” jądra wydaje się karkołomnym pomysłem, to rozbudowa Microsoft Launchera w kierunku wersji tabletowej, a w końcu pulpitowej już nie. Androida na konwergentnym systemie Samsung DeX obsługuje się całkiem sympatycznie, wystarczająco wygodnie, by uruchomić przeglądarkę czy komunikator, a nawet napisać kilka stron tekstu do pracy czy na uczelnię. Próby stworzenia Universal Windows Platform sprowadzały się do prób skalowania Windowsa 8 i Metro w dół, do Windows Phone’a. Być może teraz warto spróbować w drugą stronę i Androida w wydaniu microsoftowym zaoferować na pulpitach?

Pierwszym krokiem w takim scenariuszu byłaby zapewne ekspansja na klasę dotykowych hybryd. Ale zaraz, przecież równolegle z Surface Duo zaprezentował Surface Pro X z procesorem ARM, dla Androida jak znalazł! Windowsa 10 w wersji ARM, z ogromem swoich ograniczeń nie sposób dziś traktować poważnie, ale gdyby zacząć sprzedawać Surface Pro X właśnie z Androidem? Z preinstalowanym Microsoft Launcherem, który dostarczy interfejs użytkownika przypominający już nie smartfonowy, ale zbliżony do powłoki Windowsa 10? Z paskiem zadań, menu Start i trybem okienkowym? Jak wielu użytkowników nie poznałoby nawet, że to już nie Windows i nie x86, lecz Android i ARM?

Jak widać, coś, co wydaje się w pierwszej chwili pomysłem kuriozalnym, po chwili zastanowienia okazuje się relatywnie nieskomplikowane w realizacji, wręcz bliskie i naturalne, na wyciągnięcie ręki. Można odnieść wrażenie, że Windows 10 dziś Microsoftowi ciąży. Jeśli jednak będzie hostowany w optymalnym środowisku Azure i udostępniany jako usługa poprzez zdalny dostęp klientom biznesowym, to rozwijać go będzie znacznie przyjemniej. Kwestia rynku konsumenckiego pozostaje otwarta. Może się jednak okazać, że po składanym smartfonie z rodziny Surface przyjdzie czas na kolejne klasy sprzętu.

Po ostatnich premierach nie sposób już wykluczyć, że Microsoft nie zacznie sprzedawać z preinstalowanym Androidem tabletów, hybryd, a w końcu… komputerów osobistych. Warto więc powtórzyć już raz zadane w niniejszym tekście pytanie: do czego w takich okolicznościach jest Microsoftowi potrzebny na rynku konsumenckim Windows?

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: