Apple notorycznie kopiuje najlepsze aplikacje na iOS-a i wydaje jako własne

Maciej Olanicki , 06.09.2019 r.
apple Sam Steve Jobs twierdził, że „Apple nie ma wstydu, jeśli chodzi o kradzieże czyichś pomysłów”.

Swojego czasu na łamach niniejszego bloga opublikowałem artykuł zatytułowany na wpół prowokacyjnie, a na wpół żartobliwie „Jeśli pisać aplikacje, to na iOS-a. Programiści zarobili w App Store 120 mld dolarów”. Traktował on o przewadze pod względem korzyści finansowych, jaką deweloperzy rozwijający aplikację na iOS-a mają nad twórcami programów kierowanych na Androida. W ostatnim czasie jednak relacje pomiędzy dostawcami oprogramowania do App Store a Apple stopniowo się pogarszają. Kolejną cegiełkę do dzielącego obie strony muru dołoży iOS 13.

Sherlocked – Apple na potęgę kopiuje funkcje popularnych aplikacji

I nie chodzi tu wyłącznie o opisywane już przez nas zmiany w uprawnieniach wynikające z nowych funkcji mających chronić prywatność czy nawet ograniczenia w wykorzystaniu zewnętrznych sieci reklamowych w aplikacjach kierowanych do dzieci, z czego zresztą Apple tymczasowo się wycofało. Przeciw Apple wytoczono cięższe działa – mocne argumenty, które godzą w i tak już nadwątlone relacje pomiędzy Apple i deweloperami. Ci zarzucają bowiem Apple, że korporacja systemowo wręcz kopiuje najlepsze iOS-owe aplikacje i publikuje jako własne bądź implementuje ich funkcje w iOS-ie.

Na łamach The Washington Post ukazała się kompilacja wypowiedzi wyrażających swoją frustrację deweloperów. Wśród nich wymienić można między innymi twórców Clue – aplikacji służącej monitorowaniu cyklu menstruacyjnego, która znajduje się w App Store w ścisłej czołówce kategorii Zdrowie i fitness. Nie wiadomo tylko, jak długo tam pozostanie, gdyż lwia część funkcji Clue pojawi się w aplikacji Apple Zdrowie wraz z premierą iOS-a 13. Można zakładać, że część użytkowniczek zrezygnuje z korzystania z Clue, jeśli iOS będzie oferował funkcjonalność tej aplikacji domyślnie.

Podobne obawy w stosunku do swojej aplikacji wyrażali zapewne twórcy pozwalający korzystać z lampy błyskowej w iPhone’ach jak z latarek, zanim taka funkcja trafiła na iOS-a. Dziś ich programów na próżno szukać na listach popularnych aplikacji. Nie inaczej stało się z linijkami wykorzystującymi rozszerzoną rzeczywistość – aplikacja Linijka pojawiła się w iOS-ie wraz z premierą wersji 12 i skazała całą kategorię programów w App Store na niebyt. Sam Steve Jobs otwarcie przyznawał, że „Apple nie ma wstydu, jeśli chodzi o kradzieże czyichś pomysłów”.

O aplikacji, którą Apple bezwstydnego skopiowało lub przynajmniej pożyczyło część funkcji, mówi się , ze została ona „sherlocked”. Jest to nawiązanie do serialu BBC opartego na prozie sir Arthura Conana Doyle’a, ale też do firmy Karelia Software. Tworzyła ona udane makowe narzędzia do wyszukiwania plików, jednak Apple skopiowało jej pomysły i udostępniło jako składniki OS X pod nazwą Sherlock i Watson. Później nazwy zostały zmienione na Dashboard i Spotlight i są dostępne w macOS-ie do dziś. Karelia Software porzuciła rozwój swoich narzędzi, a ostatni wpis na blogu firmy pochodzi z 2017 roku.

Wolnoć, Tomku?

Oczywiście takie praktyki Apple nie są ani niczym nowym, ani niczym zaskakującym. Nie są także unikatowe dla korporacji prowadzonej przez Tima Cooka. Ba, można powiedzieć, że są standardem w przypadku administratorów dużych sklepów, nie tylko z oprogramowaniem. Podobną strategię z powodzeniem od lat stosuje Amazon – pracownicy Jeffa Bezosa skrzętnie obserwują, co w ich sklepie sprzedaje się najlepiej, a następnie kopiują produkt i sprzedają pod własną marką. Podobne (acz nie identyczne) praktyki napotykamy przecież także w marketach spożywczych, co znamy jako tzw. marki własne.

Apple nawet nieszczególnie kryje się tym, że jest ponad stanowionymi przez siebie zasadami. W toku dyskusji nad wspomnianymi już zmianami w reklamach wyświetlanych w aplikacjach kierowanych do dzieci wysunięto zarzut, że Apple samo nie stosuje się swych zaleceń. Na to przedstawiciel administracji App Store odpowiadał, że nowe reguły obejmą wszystkie bez wyjątku aplikacje dystrybuowane za pośrednictwem sklepu, co ma być sprawiedliwe i traktuje wszystkich równo. Nie wspomniał oczywiście o tym, że Apple swoje programy na iPhone’ach preinstaluje, co pozwala omijać regulacje App Store.

Trudno zaprzeczyć, że takie są prawa monopolisty i jeśli jakiś programista uważa, że zasady panujące w App Store nie są uczciwe, to może zrezygnować ze współpracy i nie udostępniać swojego programu na iOS-a. Apple jako jedyne dysponuje całościową złożoną analityką App Store i zdaje sobie sprawę, które aplikacje w wyróżniającym się tempie zdobywają popularność na długo przed tym, aż zaczną o tym donosić branżowe media. Korporacja, już nawet nie jako sam producent systemu operacyjne, ale jako dostawca oprogramowania na iOS-a, nie ma sobie równych.

Ale to nie kwestie uczciwości czy sprawiedliwości w App Store są w tej sprawie ważne, lecz panujące wśród deweloperów nastroje. Zaledwie w ciągu kilku ostatnich tygodni pomiędzy dostawcami aplikacji do App Store a korporacją rozgorzały niemałe konflikty, które zaogni jeszcze premiera iOS-a 13 10 września. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Tim Cook w obliczu spadającej sprzedaży iPhone’a, jest otwarta wojna z ludźmi, którym iPhone w dużej mierze zawdzięcza swoją popularność – deweloperami zapełniającymi App Store.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: