Eric Raymond: oprogramowanie dostarczane jako usługa groźniejsze niż własnościowe

Maciej Olanicki , 22.07.2019 r.
raymond Eric Raymond z fanem, fot. jerone2 na licencji CC BY-SA 2.0.

Eric Raymond to jedna z najbardziej wpływowych postaci środowiska Open Source, autor ważnej dla całego ruchu wolnego oprogramowania pracy „Katedra i bazar”, która w 1999 roku proponowała (czy raczej kodyfikowała) model bazaru w rozwoju oprogramowania – chodziło o ciągłe publiczne prace nad kodem, co 30 lat później, w dobie GitHuba, stało się standardem. Raymond pozostaje aktywnym komentatorem życia branży i w ostatnim czasie z przytupem przypomniał o swoim istnieniu.

Raymond odniósł się do coraz powszechniej adaptowanego modelu dostarczania oprogramowania jako usługi. Choć jest on dość płynny i występuje w wielu wariantach, to w ciągu ostatnich lat można dostrzec, że nie dotyczy to już tylko usług klasy enterprise – model SaaS coraz śmielej ekspanduje na rynek konsumencki, czego najznamienitszym przykładem jest rzecz jasna Windows 10. Powiedzieć, że Raymond zachowuje wobec tej ekspansji sporo rezerwy to nic nie powiedzieć.

Zobacz też: Chmura Azure pełna Linuksa – na naszych oczach Microsoft pingwinieje

W niedługiej, lecz treściwej notatce opublikowanej na łamach swojego bloga, Raymond odnosi się do decyzji Saleforce.com, dużego dostawcy oprogramowania CRM w modelu SaaS, który pod koniec maja ogłosił, że nie będzie świadczył usług przedsiębiorstwom zajmującym się handlem bronią. Zaktualizowana polityka korporacji z dnia na dzień pozbawiła dostępu do ważnego oprogramowania wszystkie przedsiębiorstwa, które legalnie sprzedają broń. Według danych Washington Post, migracja to dla nich wielomilionowe koszty.

Dla Erica Raymonda stanowi to dowód, że oprogramowanie dostarczane jako usługa to jeszcze większe zagrożenie niż oprogramowanie własnościowe. A warto pamiętać, że mowa o ikonie Open Source, dla której rzeczone oprogramowanie własnościowe ma odcień emocjonalny daleki od neutralnego. Znany z zamiłowania do broni programista nie odnosi się bezpośrednio do tego, że zmiany polityki dotyczą akurat sprzedawców broni, trudno jednak było mu całkowicie ukryć rozgoryczenie:

Powodem, przez który ta blokada jest skuteczna, jest to, że firma dostarcza „oprogramowanie jako usługę”, co oznacza, że oprogramowanie, z którego korzystasz to klient serwerów, które dostawca posiada i nimi zarządza. Jeśli dostawca zdecyduje, że nie chce twojego biznesu, najpewniej nie masz żadnej możliwości odwołania. Ok, może go pozwać za ingerencję deliktową w relacjach biznesowych, ale to niepewne, a poza tym nie chciałeś pozwu sądowego, chciałeś prowadzić swój biznes. Dlatego „oprogramowanie jako usługa” jest niebezpiecznym szaleństwem, gorszym nawet niż staromodne oprogramowanie własnościowe, obarczające cię strategicznym ryzykiem biznesowym. Nie posiadasz oprogramowania, to oprogramowanie posiada ciebie.

Nie zabrakło oczywiście wzmianki o tym, że jedynym sprawdzonym sposobem prowadzenia przedsiębiorstwa jest poleganie w całości na wolnym oprogramowaniu. Wolnym także od arbitralnych decyzji autorów tego oprogramowania, zmian polityk i kwestii światopoglądowych. Według Raymonda, opinia szefa Saleforce.com na temat dostępu do broni palnej nie miałaby wpływu na interesy przedsiębiorstw, gdyby kod tego programu był ogólnodostępny.

Czy jednak na pewno? Na łamach naszego bloga wielokrotnie poruszaliśmy problem poniekąd związany z tematem omawianym na łamach, nomen omen, Armed and Dangerous. Chodzi o zmiany licencyjne poczynione przez twórców oprogramowania Open Source (m.in. MongoDB, Apache Kafka) w celu narzucenia ograniczeń w wykorzystaniu efektów swojej pracy przez dostawców dużych komercyjnych usług chmurowych, na czele z Amazon Web Service oraz Microsoft Azure.

Zobacz też: Torvalds: anonimowość jest przereklamowana, a media społecznościowe to śmieci

Przykład ten pokazuje, że także twórcy wolnego oprogramowania mogą z dnia na dzień wymyślić sobie nowe „wolne” licencje, w celu ochrony własnych interesów, wykluczające ten lub inny wariant wykorzystania swojego oprogramowania. W czym te decyzje różniły się od decyzji Saleforce.com? Nie były – przynajmniej oficjalne – podyktowane ideologicznie, ale przecież mogłyby być. Choć np. MongoDB nie jest wcale dostarczane jako usługa, to również może wprowadzać surowe obostrzenia.

W świetle wkładu Erica Raymonda w Open Source dość gorzko i ironicznie składa się, że to właśnie często oprogramowanie Open Source wykorzystywane jest w dużych usługach według modelu, na którym sam zainteresowany nie zostawił suchej nitki. Temu właśnie sprzeciwiają się autorzy nowych licencji antychmurowych – model SaaS może być groźniejszy od oprogramowania własnościowego także dlatego, że pasożytując na oprogramowaniu Open Source, stanowi dla niego biznesowe zagrożenie.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: