Chrome OS jako platforma dla powerusera i programisty

Przemysław Pintal , 04.03.2020 r.
Chrome OS CC BY-SA 3.0

Internet Appliances

Chromebooki nie są popularne w Polsce, brak im oficjalnej dystrybucji, na ogół nabyć je można na serwisach aukcyjnych i bywają to niskobudżetowe i używane modele, nadto cechujące się mniejszymi przekątnymi ekranu. Chcąc wejść w posiadanie wysokobudżetowego Pixela od Google, należy posiłkować się którymś z dużych sklepów wysyłkowych z Niemiec lub Wielkiej Brytanii. Mając porównanie z tanimi laptopami do 1500 zł, ale o podobnej konfiguracji sprzętowej typu dwu czy czterordzeniowy Celeron na rdzeniach Atoma i od 4 GiB RAMu do 8, lecz bez pamięci masowej SSD tylko z dyskiem 5400 RPM, ciekawiło mnie czy odmienny system operacyjny, ale skrojony przez firmę pod to samo zastosowanie, nie będzie aż tak „mulił” jak Windows 10. Tym zastosowaniem są pisanie poczty, niekiedy edycja dokumentów i ich drukowanie, na co dzień zaś konsumowanie multimedialnych treści w internecie - typu VOD którejś z polskich telewizji, opcjonalnie Netflix. W ten sposób, z laptopa, korzysta moja mama, a jedna z sióstr, z racji wykonywanego zawodu, musi mieć jeszcze Excela. Następstwem moich obserwacji i doświadczeń okazała się myśl prowadząca do konkluzji, iż ekosystem Microsoftu wykorzystywany jest przez część osób za sprawą przyzwyczajenia i być może konkurencyjny produkt byłby dla nich wygodniejszy.

Google w pewnym momencie dodało obsługę linuksowych programów za pomocą kontenerów do Chrome OS. Efekt, przynajmniej dla mnie, objawił się jako coś zdumiewającego bowiem nagle prosty system operacyjny, przewidziany do konsumowania multimedialnych treści z internetu i bycia stale online, nabrał cech produktywności. Stało się możliwe np. zainstalowanie menedżera okien i3-gaps, aby móc nawigować wskroś GUI wyłącznie za pomocą klawiatury tak, jak to czynię na swoim laptopie. Niektórym osobom bywa to potrzebne do pisania kodu, dlatego że GUI zostaje pozbawione zbędnych elementów, jest szybkie, a dłonie w ogóle nie schodzą z klawiatury.

chromeos-punguin

sudo apt install synaptic

Google integrację typowo linuksowego oprogramowania określiło jako projekt Crostini, który to zastąpił Crouton - hacka umożliwiającego działanie regularnej dystrybucji Linuksa obok Chrome OS.

Wystarczy wejść w opcje Chrome i przewinąć je w dół, by odnaleźć napis “Linux (Beta)” i włączyć.

Wtedy zostanie pobrany Debian w wersji 9 (ChromeOS 79) jako kontener, tj. coś w rodzaju maszyny wirtualnej, jakby utworzonej przy użyciu Vagranta, czyli rozwiązuje to za nas zależności i wstępną konfigurację, dzięki czemu możemy skupić się na programowaniu, a nie zadaniach przeznaczonych dla sysadmina. 3 marca 2020 w stabilnym kanale aktualizacji Chrome OS wypuszczono jego nową wersję o numerze 80, jaka zawierała m.in. aktualizację Debiana do wersji 10, lecz z powodu problemów na niektórych konfiguracjach została ona wycofana po kilku godzinach.

Zobacz też:Debian 10.2 dostępny. Powraca sporna kwestia domyślnego demona inicjalizacji

Włączenie “obsługi Linuksa” skutkuje tym, że uzyskujemy dostęp do emulatora terminala, z pomocą którego możemy zdziałać wszystko, choćby podmienić Debiana na Ubuntu bądź Archa czy też zainstalować flaptaka. Jeżeli ktoś kiedykolwiek używał Linuksa to niczym się to już nie różni wobec tego co zna. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zainstalować Synaptica i z poziomu GUI rozwiązać zależności, dodać repozytoria i pobrać wszelkie narzędzia deweloperskie. Pobieranie pakietów czy tarballi z internetu także jest obsługiwane, oznacza to możliwość pobrania Visual Studio Code w wersji dla Linuksa

chromeos-VS

Internet ugina się od screenshotów i instrukcji związanych z instalowaniem kolejnych dużych aplikacji na Chrome OS, choćby Gimp czy LibreOffice. Powtarzanie tego wydaje mi się wtórne, szczególnie, że oficjalna dokumentacja Google linkuje do r/Crostini, skąd to możemy wywnioskować wiele względem administrowania kontenerami Linuksa na Chrome OS.

Haczyk

Nie każdy Chromebook obsługuje kontenery, rzekomo wszystkie te co zostały wypuszczone na rynek w 2019 roku powinny być kompatybilne z powyższą usługą. Należy mieć też na uwadze konfiguracje sprzętową Chromebooka. Budżetowe z pewnością nie nadają się do uruchomienia dużego IDE i kompilowania w rozsądnym czasie. Deweloper Androida powinien rozważyć zakup urządzenia 2w1, z ekranem dotykowym, dlatego że postępuje integracja Chrome OSa z Androidem i deweloper będzie mógł sprawdzić działanie aplikacji mobilnej na tej samej maszynie. Sredniobudżetowy zestaw wydaje się odpowiedni dla webdevelopera, z uwagi na Pythona i responsywność systemu. Chrome OS zdaje mi się idealny dla twórcy stron internetowych, skoro Chrome zawiera DevTools, a sama platforma jest pomyślana o pozostawaniu stale online. Należy uważać też na Chromebooki wyposażone w procesory ARM, ponieważ są one 64-bitowe, jednakże producenci, nie wiadomo z jakiego powodu, lubią preinstalować 32-bitowego Chrome OSa, a kontenery Crostini są 64-bitowe.

Zobacz też: Zdalne debugowanie w Chrome za pomocą DevTools

Open Source

Najlepszą rzeczą jaka wynika z ostatnich działań Google, w moim mniemaniu, jest nakłanianie producentów sprzętu do korzystania z fwupd do dostarczania firmware dla Chromebooków, jeśli chcą oni móc przykleić naklejkę “Designed for ChromeBook”.fwupd, sponsorowane przez Red Hata, służy do wygodnego aktualizowanie firmware w ekosystemie Linuksa.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: