Chrome zablokuje kolejne typy reklam – na celowniku te najbardziej obciążające

Maciej Olanicki , 26.09.2019 r.
chrome

W lutym zeszłego roku w najpopularniejszej przeglądarce internetowej świata wprowadzono wybiórcze blokowanie reklam. Na podstawie ustaleń organizacji Coalition for Better Ads, zrzeszającej największych internetowych graczy, Google przestało w wyświetlać najbardziej irytujące i agresywne reklamy. Teraz czas na kolejny etap ingerencji w to, co wyświetla Chrome – w Palo Alto trwają prace nad ewolucją blokera reklam w bardzo konkretnym kierunku.

Blokowanie reklam w Chrome – czy naprawdę jest się z czego cieszyć?

Przeciętny użytkownik przeglądarki Chrome najpewniej ucieszył się na wieść o ustaleniach Coalition for Better Ads i decyzji Google. Wkrótce minie rok odkąd Chrome blokuje wyświetlanie najbardziej inwazyjnych reklam. Nie jest to jednak blokowanie wybiórcze. Jeśli przeglądarka rozpozna, że któraś z treści reklamowych narusza przyjęte przez CfBA zasady, to blokowane są wszystkie reklamy na danej stronie. Zmiany zapewne nie były zbyt odczuwalne dla użytkowników (trudno przecież, aby ci zauważyli coś, co przed nimi ukryto), ale dla niektórych administratorów sieci reklamowych i reklamodawców już tak.

Przeciętny użytkownik przeglądarki Chrome widzi jednak najczęściej tylko pełną połowę szklanki. Jeśli natomiast przyjrzymy się tej drugiej, to zdamy sobie sprawę, że korporacje na czele z Google, Facebookiem czy Microsoftem arbitralnie zatwierdziły, że jakaś treść zniknie z Sieci dla blisko 70% jej użytkowników. Tak po prostu, z dnia na dzień. Warto wspomnieć, że dla Google to także wygodny sposób na pozbycie się konkurencji – korporacja, jako hegemon rynku reklamy internetowej, nie będzie przecież blokowała własnych reklam. Dostawcami wspomnianych agresywnych reklam jest więc bezpośrednia konkurencja Google.

Osobną kwestię stanowią wielokrotnie opisywane na łamach naszego bloga ograniczenia w wykorzystaniu WebRequest API, która może poskutkować zablokowaniem działania popularnych adblockerów i dodatków modyfikujących treści stron (także chroniących przed śledzeniem), m.in. uBlock Origin czy NoScirpt. Dla wielu oczywiste jest, że zmiany w WebRequest API to nic innego jak skok Google na monopol w kwestii blokowania reklam oraz chęć pozbycia się z Chrome’a programów modyfikujących treść wyświetlanych przez przeglądarkę witryn. Jak widać, kij ma dwa końce.

Zobacz też: Nowy chromopodobny Edge – wielki triumf Open Source czy narodziny monstrum?

Heavy Ad Intervention

Dotąd przyjęte przez Google zasady eliminowały między innymi okienka pop-up, reklamy nakłaniające do klików poprzez wprowadzanie błąd i inne przypadki inwazyjnego nagabywania. Wkrótce kryteria zostaną jednak poszerzone za sprawą omawianego na grupie dyskusyjnej blink-dev rozwiązania Heavy Ad Intervention. To oczywiście nic innego, niż kolejne wytyczne blokowania, które jednak tym razem odnosić się będą do narzutu reklam na zasoby urządzeń, a nie inwazyjność z pogranicza UI/UX. Co zatem konkretnie planują rozwijający Chrome’a deweloperzy?

Ta kwestia na razie jest dość płynna. Z pewnością na listę trafią koparki kryptowalut, ale tych przecież nie sposób uznać za reklamę. Wśród wyróżników (zbyt) „ciężkiej” reklamy znalazły się m.in. takie cechy, jak wykorzystanie głównego wątku procesora przez więcej niż 60 sekund, wykorzystanie głównego wątku przez 15 sekund dla każdego okna wyświetlanego przez maksymalnie 30 sekund, a także pobranie więcej niż 4 MB danych, by załadować dany zasób. Na liście propozycji są też reklamy wykorzystujące nieskompresowane pliki graficzne oraz używające JavaScript do dekodowania wideo.

Nie wiemy jeszcze, kiedy zmiany pojawią się w stabilnym kanale przeglądarki, wiadomo natomiast, że będą implementowane na poziomie silnika Blink. Skutków doświadczą zatem użytkownicy Chrome’a na Windowsie, macOS-ie, Chrome OS-ie, ale nie będą dostępne na Androidzie za sprawą braku obsługi funkcji AdTagging na silniki WebView. Potwierdzają się zatem przypuszczenia sprzed roku, że blokowanie wyłącznie najbardziej inwazyjnych reklam to dla Google zaledwie początek. Teraz przyszedł czas na najbardziej obciążające reklamy, a na co przyjdzie kolej po nich?

Zobacz też: Privacy Sandbox: nowy, tragikomiczny pomysł Google na ochronę prywatności w Sieci

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: