Mark Zuckerberg proponuje nowe regulacje dla całego Internetu

Adam Golański , 31.03.2019 r.

Mark Zuckerberg udowodnił, że w polityce radzi sobie lepiej od zawodowych polityków. Jego przesłuchania przed komisjami Kongresu i Parlamentu Europejskiego pokazały, że z łatwością realizuje swoje strategiczne cele, jakich by przeszkód przed nim nie stawiano. Teraz szef Facebooka w felietonie opublikowanym na łamach Washington Post przedstawił wizję regulacji, jakie miałyby objąć cały Internet, aby uchronić społeczeństwo przed związanymi z nim zagrożeniami.

zuckerberg Nietrudno domyślić się, na kogo padły podejrzenia.

Operatorzy mediów społecznościowych muszą każdego dnia podejmować decyzje, które mają swoje polityczne konsekwencje. To, czy powinni takie decyzje w ogóle podejmować nie jest nawet przedmiotem dyskusji, większość ludzi nie jest sobie dziś w ogóle wyobrazić Internetu, który nie byłby jakoś regulowany, Internetu, jaki pamiętają jeszcze użytkownicy aktywni w latach dziewięćdziesiątych. Przedmiotem dyskusji jest jednak to, czy te decyzje mieliby podejmować samodzielnie.

Zobacz też: Fatalna passa Facebooka trwa. Mogły wyciec prywatne zdjęcia milionów użytkowników

Szef Facebooka chce, by w proces regulowania Internetu włączyły się rządy i instytucje regulacyjne. W ten sposób zachowane ma być to, co w Sieci najlepsze, tj. swoboda ludzi do wyrażania się i swoboda przedsiębiorców do budowania nowych rzeczy, a zarazem odrzucone będzie to, co społeczeństwu zagraża.

Ten nowy pakt między korporacjami, rządami i instytucjami regulacyjnymi miałby objąć na początku cztery obszary. Chodzi o walkę ze szkodliwymi treściami, ochronę procesów wyborczych, ochronę prywatności użytkowników i łatwość przenoszenia danych.

Mów co chcesz, byle bez nienawiści

Czy Facebook ma dziś zbyt dużą władzę nad publiczną komunikacją? Sam Zuckerberg przyznaje, że tak, zarazem ogłaszając, że chciałby mieć mniejszą. Nie chce sam podejmować decyzji w kwestii tego, co jest mową nienawiści, co propagandą terrorystów. Pomimo bowiem ciągłych konsultacji z ekspertami popełnianie błędów w tych ocenach jest nieuchronne, zawsze będzie budziło kontrowersje.

Dlatego też szef Facebooka ogłasza stworzenie niezależnego organu odwoławczego, oraz koordynowanego z władzami państw efektywnego systemu ocen treści. Rozwiązania te w przyszłości miałyby dotyczyć nie tylko Facebooka, lecz także usług firm trzecich, tak by uczynić możliwymi do egzekwowania standardy dotyczące szkodliwych treści w świecie, w którym ludzie korzystają z dziesiątek różnych usług internetowych.

Zobacz też: Microsoft potajemnie zezwalał Facebookowi na używanie Flasha

Mark Zuckerberg wyobraża sobie, że to organy zewnętrzne miałyby wyznaczać takie standardy regulujące dystrybucję szkodliwych treści i oceniały firmy pod kątem zgodności ich regulaminów z tymi standardami. Wszystkich zagrożeń w ten sposób się nie usunie, ale przynajmniej zredukuje się je do minimum. Firmy miałyby publikować regularne raporty dotyczące walki ze szkodliwymi treściami, tak byśmy widzieli, kto się stara, a kto patrzy na te zagrożenia przez palce.

Facebook już teraz publikuje raporty o tym, jak skutecznie usuwamy szkodliwe treści. Uważam, że każdy główny serwis internetowy powinien to robić co kwartał, ponieważ jest to równie ważne jak sprawozdawczość finansowa. Kiedy zrozumiemy powszechność szkodliwych treści, zobaczymy, które firmy się poprawiają i gdzie powinniśmy wyznaczyć punkty odniesienia.

Kto czyha na demokrację?

Facebook już zaczął wymagać w wielu krajach, aby kupujący ogłoszenia natury politycznej weryfikowali swoją tożsamość. Ogłoszenia te są następnie archiwizowane, pozwalając sprawdzić, kto płaci za reklamy, jakie inne reklamy zamawia i do kogo te reklamy zobaczył. To rozwiązanie ma uwolnić Amerykanów od lęku przed rosyjskimi hakerami, wpływającymi na procesy wyborcze, ale to rozwiązanie wciąż niewystarczające.

Szef Facebooka życzy sobie, aby powstały wspólne standardy weryfikacji podmiotów politycznych. Problem bowiem w tym, że przepisy dotyczące reklamy politycznej w Internecie koncentrują się przede wszystkim na kandydatach i samych wyborach, a nie na tych najbardziej kontrowersyjnych kwestiach, jakie miały być wykorzystywane do zwiększania podziałów w społeczeństwie amerykańskim.

Tak samo też niektóre prawa obowiązują tylko w czasie wyborów, mimo że polityczne kampanie informacyjne na Facebooku nie mają końca. Nie wiemy też, jak kampanie te wykorzystują dane i targetowanie użytkowników. Dzięki nowym regulacjom prawnym można będzie odzwierciedlić rzeczywiste zagrożenia i wyznaczyć standardy dla całej branży.

RODO dla całego świata

Wprowadzenie w UE w zeszłym roku ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) zmieniło podejście do przechowywania danych w europejskim Internecie. Doprowadziło zarazem do tego, że wiele amerykańskich stron stało się w Europie niedostępnych. Ich wydawcy nie chcieli mieć kłopotów związanych z koniecznością przestrzegania rozporządzenia, które zaczynało obejmować ich od momentu zetknięcia się pierwszego obywatela czy rezydenta unijnego państwa z ich treściami.

Zobacz też: Modlishka: polskie narzędzie phishingowe omija weryfikację dwustopniową

A gdyby RODO obowiązywało wszędzie? Szef Facebooka uważa, że rozporządzenie jest świetne i chce powstania na jego podstawie globalnych, zharmonizowanych ram prawnych. Miałyby one chronić prawo użytkowników do wyboru sposobu wykorzystywania ich danych - umożliwiając jednocześnie przedsiębiorstwom wykorzystywanie tych danych do świadczenia usług. Jednocześnie określałyby sankcje dla tych, którzy nie zapewnią należytej ochrony.

Takie globalne ramy mają ochronić Internet przed rozpadem na niezależne części, pozwalając przedsiębiorcom tworzyć produkty, które będą służyć wszystkim, zapewniające wszystkim taką samą ochronę ich danych. Potrzebne są też jasne zasady dotyczące tego, kiedy dane te mogłyby być wykorzystywane w interesie publicznym i jak powinny się mieć do takich technologii jak sztuczna inteligencja.

Przenoszenie danych – poprzez Facebooka?

RODO wymusiło na wydawcach internetowych zapewnienie sposobu na przenoszenie danych użytkowników między usługami, tak aby dać ludziom wybór, a przedsiębiorców zmusić do konkurencji i innowacyjności.

Taka jednak przenaszalność danych nie jest zdaniem Zuckerberga wystarczająca. Chce by dane użytkowników mogły swobodnie przechodzić między usługami. Dzięki wspólnemu standardowemu formatowi transferu danych oraz stworzeniu jasnych zasad co do tego, kto jest odpowiedzialny za ochronę informacji podczas jej przemieszczania się, przenoszenie danych przypominałoby bardziej logowanie się do aplikacji za pomocą Facebooka, niż pobieranie archiwów jak to jest dzisiaj.

Facebook buduje już w tym celu odpowiednie rozwiązania techniczne. Niewątpliwie uczynią one serwis Marka Zuckerberga jeszcze bardziej niezastąpionym.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: