Facebook świadomie ujawniał wrażliwe dane partnerom biznesowym

KBM Autor i opracowanie: , 11.12.2018 r.
Facebook

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Facebook przeżywa obecnie poważny kryzys zaufania. Odbudowa wizerunku może być teraz jeszcze trudniejsze. Brytyjski parlament ujawnił maile szefów największej społecznościowe platformy. Światło dzienne ujrzało niemal 250 stron korespondencji. Wynika z niej, że portal nie tylko celowo udostępniał informacje na temat użytkowników innym gigantom, ale również rozważał sprzedawanie przechowywanych na serwerach danych.

Skandal z Six4Three w tle

Brytyjskie władze weszły w posiadanie dokumentów za sprawą firmy Six4Three, która w 2015 roku złożyła przeciwko Facebookowi pozew przed sądem w Kaliforni. Firma jest autorem aplikacji Pikins, służącej wykrywaniu zdjęć kobiet w strojach kąpielowych (!) z wykorzystaniem interfejsu programistycznego Facebooka. Jej twórcy mieli dostęp nie tylko do danych użytkowników, którzy korzystali z aplikacji, ale również do ich znajomych. Kiedy w 2015 portal postanowił ograniczyć Six4Three uprawnienia, Ted Kramer – jej szef, wytoczył Facebookowi proces za złamanie umowy. Choć kalifornijski sąd utajnił zgromadzone podczas postępowania dokumenty, Brytyjczycy „w interesie społecznym” postanowili je ujawnić, o co Six4Three starało się od dawna, twierdząc że władze Facebooka były w pełni świadome istnienia luk pozwalających zewnętrznym partnerom na korzystanie z danych osobowych użytkowników.

Dane rozdawane szerokim gestem

Big Data

Dokumenty zostały opublikowane na stronie parlamentu brytyjskiego przez Damiana Collinsa – szefa komitetu ds. technologii cyfrowej, kultury, mediów i sportu. Co zawierają? Przede wszystkim maile, notatki i prezentacje, z którym m.in. możemy się dowiedzieć że portal Zuckerberga śledził SMS-y i rozmowy telefoniczne użytkowników, oczywiście nie pytając ich o zgodę. Co więcej, korespondencja ujawnia, że zastanawiano się nad tym, co zrobić, aby informacja o przechwytywaniu wiadomości i połączeń głosowych nie ujrzała światła dziennego. Na jaw wyszło również, że Facebook uzależniał dostęp do przechowywanych danych od przychodów, jakie uzyskiwał od konkretnych firm. Na specjalne przywileje mogły liczyć m.in. AirBnb, Lyft, Badoo i Netflix, które miały wgląd w listy znajomych użytkowników, niezależnie od tego, czy znajdujące się na nich osoby korzystały z ich produktów. To nie wszystko. W latach 2012- 2015 szefowie Facebooka zastanawiali się nad wprowadzeniem płatnego dostępu do danych dla twórców aplikacji oraz reklamodawców. Z udostępnionych dokumentów wynika, że szef serwisu nie widział w tym żadnego zagrożenia.

Co na to Facebook?

Pytania bez odpowiedzi

Przedstawiciele największego portalu społecznościowego, co zrozumiałe, nie są zadowoleni z takiego obrotu spraw. Mark Zuckerberg w publicznym oświadczeniu odniósł się do oskarżeń brytyjskiego parlamentu. Jak można się domyślić, zaprzeczył stawianym mu zarzutom, twierdząc, że opisane w dokumentach działania są wyrwane w kontekstu i nie przedstawiają konkretnych motywów Facebooka. Podkreślił też, że w ostatnim czasie firma podjęła szereg działań mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa udostępnianym przez użytkowników danym. Zapewnił również o swojej gotowości wyjaśnienia wszelkich wątpliwości dotyczących funkcjonowania serwisu.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że wyjaśnienia Zuckerberga są mało przekonujące. Nic dziwnego. Z takich zarzutów, w dodatku udowodnionych czarno na białym trudno się wytłumaczyć. Cała afera dowodzi tego, że żyjemy w czasach, kiedy zamieszczane w Internecie dane osobowe stają się jedną z najcenniejszych walut. Szkoda, że ci, którzy są w jej posiadaniu, tak słabo o nią dbają.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: