Internet Explorer to wciąż najważniejsza przeglądarka internetowa Microsoftu

Maciej Olanicki , 08.02.2019 r.

Dziś powoli zapominamy już o Internet Explorerze. Przedstawiciele korporacji publicznie stawiają tezy, według których IE nie jest już nawet przeglądarką. Sprawa jest jednak znacznie bardziej złożona i warto zadać sobie pytanie: dlaczego więc ta nie-przeglądarka wciąż jest składnikiem Windowsa?

Internet Explorer – przeglądarka memiczna

Większości Internet Explorer kojarzy się zapewne z dramatycznymi bojami front-end developerów (nazywanymi wówczas częściej webmasterami) i ich rwanymi z głowy włosami. Microsoft fatalnie przespał powiew świeżości, jaki wniósł na rynek przeglądarek Firefox, przez co Internet Explorer do dziś jest memicznym synonimem archaiczności i powolności. Nie sposób także zapomnieć o kontrolkach ActiveX, które z kolei zapamiętane zostaną przede wszystkim jako wektor ataku.


Było to w czasach świetności Windowsa XP. W kolejnych wersjach systemu Microsoft zrobił wiele, by domyślna przeglądarka najpopularniejszego pulpitowego systemu operacyjnego stała się czymś więcej, niż wdzięcznym obiektem kpin. Z sukcesami – kolejne wersje Internet Explorera (od 8 w górę) to już całkiem rozsądne propozycje. Problem w tym, że nikogo to nie obchodziło, gdyż nad IE wisiało wciąż widmo ociężałego i w pewnym sensie destrukcyjnego dla całego rynku Internet Explorera 6.

Nie można powiedzieć, aby wiele zmieniła premiera Windowsa 10 i Edge’a – domyślna przeglądarka Windowsa wciąż służy przede wszystkim pobieraniu innych przeglądarek. Ale często zapominamy, że Edge wcale nie oznacza końca Internet Explorera. Ba, na ironię zakrawa, że Internet Explorer najpewniej Edge’a przeżyje! Wciąż jest bowiem ważnym składnikiem systemu, bez którego sparaliżowane zostałyby operacje mnóstwa korporacji wykorzystujących intranetowe aplikacje z ActiveX.

Najważniejsza przeglądarka internetowa, jaką stworzył Microsoft

Paradoksalnie, jak pokazał czas, Internet Explorer jest w Windowsie 10 znacznie ważniejszy niż Edge. W przypadku swojej „nowej” przeglądarki Microsoft mógł sobie pozwolić z dnia na „migrację” na silniki Blink/V8. Tak naprawdę jednak migracja to w tym przypadku spory eufemizm – Microsoft zwyczajnie porzucił rozwój Edge’a i silnika EdgeHTML i pisze zupełnie nową przeglądarkę na bazie Chromium. Ze względu na zastosowania biznesowe, korporacja nigdy nie mogłaby sobie pozwolić, by podobnie postąpić z Internet Explorerem.

Ciekawy artykuł na temat IE napisał w ostatnim czasie Chris Jackson, który w Microsofcie odpowiada między innymi za bezpieczeństwo i kompatybilność oprogramowania. W swojej publikacji „Zagrożenia korzystania z Internet Explorera jako domyślnej przeglądarki” stara się on wyjaśnić, dlaczego wykorzystywnie IE do przeglądania internetu na początku 2019 roku nie jest dobrym pomysłem. Twierdzi on, że jest on „rozwiązaniem kompatybilnym”, a nie przeglądarką internetową.

internetexplorer2

Jackson ma oczywiście sporo racji i jego motywacja jest zrozumiała – nieaktualizowana przeglądarka obsługująca archaiczne i dziurawe ActiveX jest dziś jedną wielką podatnością. We wstępie artykułu zadaliśmy prowokacyjne pytanie i sami sobie na nie odpowiedzieliśmy – Internet Explorer jest składnikiem Windowsa 10 dlatego, że ze względu między innymi na obsługę kontrolek Active X znajduje zastosowanie w korporacyjnych intranetach. Nie dlatego, że warto z jego wykorzystaniem przeglądać portale horyzontalne.

Internet Explorer – przeglądarka nie-internetowa

Problem w tym, że od czasu publikacji Jacksona, w Sieci pojawiło się mnóstwo publikacji, których autorzy nieco opacznie zrozumieli słowa pracownika Microsoftu. Wyciąganie sensacyjnych wniosków, według których Microsoft wyparł się Internet Explorera, może ubarwia publicystykę, ale nie czyni jej rzetelniejszą. Z łatwością odparować można także szyderstwa wynikające ze stereotypowego postrzegania Internet Explorera. Bo skoro ktoś swoją wiedzę opiera na stanie sprzed około 15 lat, to przestarzała jest przeglądarka czy jego wiedza?

Z Internet Explorera możemy się naśmiewać do woli, ale jednego nie można mu odmówić – po 25 latach od premiery wciąż jest ważnym (bo wykorzystywanym w biznesie) składnikiem systemu Windows. Jest wiele racji w stwierdzeniu, że nie jest stricte przeglądarką internetową (z naciskiem na internetową), mowa raczej o środowisku uruchomieniowym dla aplikacji intranetowych. Rzecz w tym, że bez tego środowiska wiele organizacji byłoby sparaliżowanych. Nie mówimy o nic nieznaczącym rynku konsumenckim, mówimy o poziomie enterprise.

Warto też pamiętać , że Internet Exploerer z łatwością przeżył Edge'a – program, w którego skrajnie agresywną promocje Microsoft zainwestował krocie, co nie uchroniło go przed upadkiem po zaledwie trzech latach. Internet Explorer natomiast, choć nie otrzymuje nowych funkcji, wciąż żyje i ma się w swoich wąskich zastosowaniach całkiem dobrze. Nieźle jak na nie-przeglądarkę.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: