Efektywne blokowanie reklam w Google Chrome tylko dla użytkowników biznesowych

Adam Golański , 30.05.2019 r.
Google

Cieszące się praktycznym monopolem na rynku przeglądarek Google coraz śmielej wykorzystuje swoją rynkową pozycję. Przygotowywane w Chrome zmiany w systemie rozszerzeń Manifest v3 skończą z możliwością efektywnego blokowania reklam. Co jednak najciekawsze, nie dla wszystkich. Google podzieliło użytkowników Chrome na dwie grupy, decydując się na pozostawienie możliwości korzystania z dotychczas stosowanych metod jedynie użytkownikom biznesowej wersji Enterprise.

Manifest umożliwia deweloperom zadeklarowanie, że ich rozszerzenia będą wykorzystywać określone zasoby, takie jak pliki i API. Google zmienił swoją specyfikację Manifestu Chrome na przestrzeni lat, aby dostosować się do zmian w funkcjach i możliwościach przeglądarki. Manifest v1 został wycofany w styczniu 2014 roku. Manifest v2, obecna wersja, zmierza ku podobnemu losowi, Manifest v3 ma zadebiutować w drugiej połowie tego roku.

Zobacz też: Google chce zablokować uBlocka Origin w Chromium. Czas na zmianę przeglądarki?

Przynosi on istotną zmianę w systemie rozszerzeń Chrome, w tym zmianę systemu uprawnień, oraz zasadniczą zmianę w sposobie działania adblockerów. Najlepsze z nich, takie jak uBlock Origin czy NanoBlock używają dziś do blokowania reklam API webRequest. Pozwala ono zablokować samą reklamę jeszcze przed jej pobraniem, a w konsekwencji zaoszczędzić na ruchu sieciowym.

Wraz z nową wersją systemu rozszerzeń Manifest V3, Google pozbawi API webRequest zdolności do zablokowania konkretnego żądania przed jego załadowaniem. Informacje o tym przedstawiono po raz pierwszy w styczniu tego roku, co jak można było przewidzieć, wywołało falę krytyki ze strony zarówno użytkowników jak i deweloperów. Uznano to za próbę ograniczenie możliwości internautów do przeglądania stron tak, jak uważają to za stosowne.

Za darmo, więc z reklamami

Teraz, po kilku miesiącach, Google odpowiedziało na niektóre z kwestii podniesionych przez społeczność, ujawniając więcej szczegółów na temat przygotowywanych zmian. Zacznijmy od zmian pozytywnej natury.

API przeglądarki otrzymają możliwość dynamicznej modyfikacji żądań, ich nagłówków, oraz parametrów URL. To sprawi, że ograniczenia w blokowaniu treści nie będą tak dotkliwe, jak mogło by się wydawać po przedstawionym w styczniu szkicu Manifest v3. Ale podstawowy problem pozostaje: nowa wersja systemu rozszerzeń czyni blokowanie niechcianych treści poprzez webRequest API niemożliwym.

Zobacz też: Pat w sprawie manifestu rozszerzeń Chromium – Google wytrwale dąży do monopolu

Z jednym jednak wyjątkiem: Google wyjaśnia, że ten interfejs programowania wciąż pozostanie dostępny dla wersji Enterprise, wykorzystywanej we wdrożeniach w przedsiębiorstwach – tak by nie zaszkodzić działałaniu rozszerzeń tworzonych przez firmy na swój wewnętrzny dodatek.

Wszyscy inni będą musieli zadowolić się rozszerzeniami, które korzystać będą z wykastrowanego, opartego na regułach declarativeNetRequest API. Można się spodziewać, że wiele rozszerzeń blokujących reklamy wskutek tego po prostu zniknie – ich deweloperom nie będzie się chciało przepisywać ich na nowo.

Google też chce z czegoś żyć

Samo przepisanie pod nowe API też może zresztą nie rozwiązać problemu. Obecnie Chrome narzuca limit 30 000 reguł, podczas gdy popularne listy blokowania reklam, np. EasyList, wykorzystują dziś już ponad 75 000 reguł. Google co prawda twierdzi, że może zwiększyć tę liczbę, w zależności od tego co pokażą testy wydajności, ale nie może się zobowiązać do niczego konkretnego. Chodzi bowiem o to, by działało to dobrze na wszystkich wspieranych urządzeniach.

Posunięcie Google nie powinno budzić niczyjego zdziwienia, i jeśli możemy mieć do kogokolwiek tu pretensje, to tylko do siebie. Masowo przesiadając się na Chrome, daliśmy Google sygnał, że może ono bez ograniczeń realizować swój plan rozwoju biznesu, którego filarem są przychody z emisji reklam, a głównym zagrożeniem właśnie blokery reklam. To właśnie mówi Raymond Hill, twórca popularnego rozszerzenia uBlock Origin. Wskazuje, że samo dopuszczenie blokerów reklam jest całkowicie sprzeczne z modelem biznesowym Google. W przekazanej amerykańskiej komisji nadzoru giełdowego dokumentacji, firma z Mountain View wskazuje na blokery reklam jako czynnik ryzyka dla jej przychodów.

Zrobienie wyjątku dla użytkowników biznesowych łatwo zrozumieć – oni stanowią oddzielny, niezależny strumyczek przychodów, można więc im odpuścić reklamy.

Co można uczynić w tej sytuacji? Czytelnikom przypominamy, że wciąż istnieje prawdziwie niezależna przeglądarka Firefox, dostępna na prawie wszystkich platformach (nawet na Google Chrome OS poprzez podsystem kompatybilności z desktopowym Linuksem). Przeglądarka ta, zarówno w postaci desktopowej jak i mobilnej obsługuje wszystkie rozszerzenia, w tym także uBlockOrigin, uMatrix, NanoBlock, Ghostery i inne rozszerzenia chroniące prywatność. I co równie istotne, dziś dzięki nowemu silnikowi rysowania stron Webrender, jest szybsza od Chrome.

Najnowsze oferty pracy:

Polecane wpisy na blogu IT: